Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Udomowić przestrzeń

Organizują majówki, spacery i gry miejskie. Potrafią dostrzec urok odrapanej kamienicy i zawalczyć o nowe boisko szkolne. Stawiają na współpracę i nie boją się wyjść przed szereg. Założyciele Stowarzyszenia Społecznie Zaangażowani pokazują, że Stare Polesie to miejsce z duszą

Tekst: Anna Błaszkiewicz

Tuż przed godz. 15 w społecznym domu kultury przy al. 1 Maja 40 w Łodzi zaczyna się ruch. Przy dużym stole pani Bożena, wolontariuszka, układa puzzle razem ze swoją ulubienicą, Zuzią. Rozmawiają o tym, czy pierwszoklasistka aby na pewno nie ma nic zadane na jutro. Tymczasem chłopcy zajęli już miejsca przy stole do piłkarzyków, przekrzykują się, kto tym razem kogo ogra. Jak mówi Szymon Iwanowski ze Stowarzyszenia Społecznie Zaangażowani, nie ma tu zbyt wielu introwertyków. Jego syn, gimnazjalista Cyryl, który często odrabia lekcje z młodszymi dzieciakami i umie zapanować nad sytuacjami kryzysowymi, też jest na posterunku. – Lokal, do którego wprowadziliśmy się w czerwcu, już zrobił się dla nas za ciasny. Opanowały go dzieciaki, których ciągle przybywa. Zaczęły tu zaglądać, gdy my jeszcze malowaliśmy ściany. Traktują to miejsce jak świetlicę, my chcemy, by stało się punktem aktywności mieszkańców, domem spotkań sąsiedzkich, żeby i młodsi, i starsi, czuli się tu jak u siebie – tłumaczy Agnieszka Reiske, prezeska stowarzyszenia. Lokal wynajmują prywatnie, płacą za niego z własnej kieszeni, ale mnóstwo rzeczy otrzymali od osób, które zauważyły, że pracują tu z dziećmi – ludzie przynosili książki, układanki, trafił się nawet domek dla lalek. – Teraz największym hitem są u nas zajęcia z szycia na maszynie. Robiliśmy już czapki, rękawiczki, maskotki, poduszki, ubrania. Co ciekawe, chłopaki też świetnie sobie z tym radzą, chociaż zaczęło się od standardowego tekstu: „A co to? Ja baba jestem?”. Przy okazji można więc było z nimi porozmawiać o tym, że nie ma zajęć „tylko dla dziewczyn” – dodaje Szymon. Podkreśla, że chcą stopniowo rozszerzać swoją działalność i stworzyć miejsce, które będzie domem kultury czynnym od rana do wieczora, z fajną ofertą także dla dorosłych, więc stale rozglądają się wokół, w poszukiwaniu współpracowników.

Staropoleski spokój
Stowarzyszenie Społecznie Zaangażowani powstało, bo trudno działać, gdy nie ma się „osobowości prawnej”, pieczątki i konta w banku. Ale nadal to bardziej grupa dobrych znajomych, którzy chcą zmieniać przestrzeń wokół siebie, niż jakaś zhierarchizowana struktura. Dla Agnieszki i Szymona kluczowe jest budowanie nieformalnej sieci współpracy, czyli Współ-dzielni, którą tworzą ludzie i organizacje działające na rzecz Starego Polesia i jego mieszkańców. – Jak ktoś z nas ma jakiś pomysł, ogłasza go na spotkaniu, zostaje kierownikiem projektu, a ci, którzy czują miętę do tej inicjatywy i mają czas, pomagają mu – opowiada Szymon. Co ich wszystkich łączy? – Naszą misją jest zmienianie wizerunku osiedla, o którym wiele osób nadal myśli, jako o miejscu, które trzeba zaorać, by mogły tu wyrosnąć piękne apartamentowce. Staramy się i osobom z zewnątrz, i naszym sąsiadom pokazać, że wcale nie jest tu tak źle, niebezpiecznie i brzydko. A nawet więcej – że jest tu ogromny potencjał, ale zupełnie niewykorzystany – dodaje Agnieszka. Wie, o czym mówi, bo na Starym Polesiu mieszkają z Szymonem już od ośmiu lat, a działają od sześciu. – Zabawna sprawa, bo nazwa osiedla liczy sobie zaledwie 20 lat i wielu znawców Łodzi się na nią boczy. Kiedy się tu przeprowadziliśmy i zacząłem grzebać w domowym archiwum, uzmysłowiłem sobie, że w tej okolicy mieszkał i tu chodził do szkoły mój ojciec, tu też wychował się mój dziadek – opowiada Szymon, który zrozumiał, że przypadkiem wrócił do miejsca, z którego pochodzi jego rodzina. Dlaczego Stare Polesie wydaje im się takie niezwykłe? Bo jest w samym centrum Łodzi, a jednocześnie wyrzucone poza nawias. Ma naturalne granice, oddzielające je od reszty miasta. – Całą energię wsysa Piotrkowska. Prof. Tomasz Bocheński, literaturoznawca, powiedział w czasie jednego ze spotkań, na którym byłem, że w okolicach ul. Zachodniej spływa na niego taki wiejski spokój. I rzeczywiście, po zmierzchu zapada u nas cisza. Od czasu do czasu przejedzie nocny autobus, a jesteśmy przecież 10 minut od ścisłego centrum – opowiada Szymon. A Agnieszka zwraca uwagę na coś, co dało im do myślenia, gdy się tu sprowadzili. – To osiedle ma ok. 36 tys. mieszkańców, jest wielkości sporego miasteczka. I w tym naszym miasteczku nie ma domu kultury, parku, brakuje miejsca, w którym dzieciaki mogłyby się spotykać po szkole, uczyć i bawić, nie ma też żadnej oferty kulturalnej czy edukacyjnej dla dorosłych – mówi. Ponieważ zawsze mierziły ją narzekania i „nicnierobienie”, zdecydowała się wyjść przed szereg i działać.

Bo głupio nic nie robić
Kiedy we współpracy z podstawówką, w której zaczęły uczyć się ich dzieci, postanowili zrobić piknik dla mieszkańców osiedla, usłyszeli, że to nie ma sensu, bo i tak nikt nie przyjdzie. Przyszło sto osób. Szkoła udostępniła sprzęt nagłaśniający, na boisko wynieśli ławki i krzesła, ściągnęli znajomych animatorów, studentów filmówki, osoby zajmujące się rękodziełem. Wydali w sumie tylko 100 czy 200 zł – na plakaty i worki na śmieci. Teraz za nimi już pięć takich majówek, które powoli stają się poleską tradycją. Jaki jest ich przepis na sukces? Nie robić nic za innych, ale angażować możliwie dużo ludzi do współpracy. I małymi krokami dążyć do celu. Zabiegają więc o to, by na osiedlu było więcej zieleni – walczą o skwery, trawniki, park. Chcą, by przestrzeń była przyjazna i bezpieczna dla mieszkańców. Nie mogą pogodzić się z tym, że chodniki zamieniają się w parkingi, a kilka ulic na ich spokojnym osiedlu zaczęło pełnić funkcję tranzytową i samochody pędzą nimi 80 km/h. Do działania mobilizuje ich też opór urzędu. Budzi się w nich chęć pokazania innym, że można zmieniać rzeczywistość bez pomocy z zewnątrz, oddolnie. – Nasz sąsiad rzucił takie hasło: „No bo głupio nic nie robić, jak wy tyle robicie”. Ale są też tacy, którzy się dziwią albo wręcz śmieją z nas. A my widzimy, jak zmieniają się nie tylko ludzie, ale też ta nasza przestrzeń – mówi Agnieszka. Najlepszy dowód to boisko przy ul. Pogonowskiego – było asfaltowe i mocno zaniedbane, jest nowoczesne, bezpieczne, otwarte dla mieszkańców. Jak to się stało? Szymon zgłosił projekt w budżecie obywatelskim, szkoła zmobilizowała uczniów, by namawiali mieszkańców do głosowania na ten pomysł. Dzieciaki czują się więc współautorami tego zwycięstwa. – Mam wewnętrzne poczucie, że uczymy ludzi inaczej patrzeć na możliwości, które każdy z nas przecież ma i pokazujemy, że warto dbać o własną przestrzeń – dodaje Agnieszka.

Lokalny egoizm
Chcemy budować tożsamość lokalną opartą na znajomości historii i architektury Starego Polesia. Jest tu mnóstwo zabytkowych pałaców, willi, kamienic, to osiedle potrafi budzić zachwyt, ciągle na nowo się o tym przekonujemy, choćby podczas organizowanych przez nas spacerów. Prowadzi je np. Maria Nowakowska z Współ-dzielni, która jest pasjonatką detali architektonicznych. Dzięki niej można je wypatrzyć na odrapanych kamienicach, jest ich mnóstwo, tylko są poukrywane – opowiada Szymon. Stowarzyszenie zorganizowało też „Questing staropoleski”, czyli grę terenową przeznaczoną dla osób, które mają bystre oko, detektywistyczną żyłkę i chcą pójść na spacer tropem historyczno-architektoniczno-matematycznych zagadek. Zainteresowanie zabawą, której autorem był Witek Kopeć, przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Po Starym Polesiu biegało mnóstwo dzieciaków z mapami, grę skończyło prawie 80 gimnazjalistów.
Dlaczego się tym wszystkim zajmują? Mówią, że to taki lokalny egoizm. Mieszkają tu od 8 lat i są przekonani, że warto się o to miejsce zatroszczyć. – Angażuję się w działania społeczne, by sobie udomowić przestrzeń. Dużo lepiej żyje mi się w okolicy, w której znam sklepikarzy i sąsiadów, a jak komuś mówię „dzień dobry”, to wiem, kim ta osoba jest. To mnie czyni zdecydowanie szczęśliwszym. A jak to, co robimy, nie będzie nam już sprawiać frajdy, pewnie przestaniemy się tym zajmować. Nic na siłę. W końcu nie jesteśmy urzędnikami, ani biznesmenami. Nie liczymy jednak na szybkie zmiany, jesteśmy za starzy, by myśleć, że coś się da zrobić w pół roku. Jeśli możemy sobie stawiać jakiś cel, to np. taki, żeby za 10 lat nazwa „Stare Polesie” była rozpoznawalna i żeby wiele osób myślało, że to fajne miejsce – tłumaczy Szymon. A Agnieszka dodaje: Wdepnęłam jakieś 20 lat temu w sektor pozarządowy, próbowałam wyjść, ale się nie da, człowiek wraca, bo to wciąga. No i teraz widzę, że jak opowiadam o tym wszystkim, co robimy, to się cały czas uśmiecham.

na początek


Oral Amateure

Street Peeing

black porn