Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Odczarować obcość

O przeprowadzaniu cudzoziemców przez gąszcz polskich przepisów, o niewiedzy, za którą idzie strach i o tym, jak wspólne robienie czeczeńskiej chałwy pomaga pokonać stereotypy, opowiada Karolina Mazurczak ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej

Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Udzielacie bezpłatnej pomocy prawnej cudzoziemcom, szczególnie uchodźcom i osobom, które się o ten status ubiegają. Dlaczego się tym zajęliście?
Stowarzyszenie powstało 10 lat temu z inicjatywy studentów prawa, którzy uważali, że każdy człowiek powinien mieć zagwarantowany równy dostęp do pomocy prawnej. Bardzo niewiele organizacji interesowało się wtedy losem cudzoziemców w Polsce, na administrację państwową też nie bardzo można było liczyć. Nasze stowarzyszenie zaczęło od wspierania uchodźców, a więc osób uciekających przed prześladowaniami. Później postanowiliśmy pomagać również migrantom, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, by tu pracować, studiować czy założyć rodzinę. Prócz prawników, wśród członków stowarzyszenia były osoby zaangażowane w prowadzenie międzykulturowych projektów, które jeździły po świecie i wiedziały, jak trudno być „obcym”. Rozumiały też, jak ważne jest odczarowanie tej obcości, by cudzoziemcy stali się częścią społeczności, w której przyszło im funkcjonować. Wtedy nikt nie zdawał sobie sprawy, że takie działania będą z każdym rokiem coraz bardziej potrzebne.

Od 7 lat prowadzicie Centrum Informacyjne dla Cudzoziemców. Jesteście stabilną organizacją, która ma biuro i stałych pracowników?
Niestety nie mamy stabilnego źródła finansowania, podobnie jak wiele innych organizacji ubiegamy się o granty, składając wnioski w konkursach prowadzonych przez polskie ministerstwa, urzędy czy Komisję Europejską. Mamy biuro w Warszawie i świetny zespół, który tworzy kilkanaście osób – przede wszystkim prawnicy i doradcy, a także koordynatorzy projektów, osoby zajmujące się komunikacją czy fundraisingiem, czyli zdobywaniem pieniędzy. Współpracujemy również z socjologami, ponieważ stawiamy na pomoc systemową, tzn. staramy się wniknąć w przyczyny problemów, z którymi zgłaszają się do nas cudzoziemcy, by pomóc nie tylko jednej, konkretnej osobie, ale całej grupie ludzi znajdujących się w podobnej sytuacji, np. poprzez wprowadzenie zmian w prawie.

Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się do Was cudzoziemcy i jak im pomagacie?
Każdego dnia w biurze stowarzyszenia dyżurują doradcy i prawnik, można się z nimi umówić telefonicznie na konkretną godzinę. To oni wyjaśniają obowiązujące w Polsce przepisy i pomagają przygotowywać pisma. Cudzoziemcy najczęściej zgłaszają się do nas z pytaniami legalizacyjnymi, np. gdy kończy im się wiza, a oni chcą zostać w Polsce i nie wiedzą, co zrobić. To pozornie proste sprawy, ale biurokracja jest w naszym kraju tak przerażająca, że uzyskanie każdego pozwolenia staje się niezwykle skomplikowane. Są też sprawy trudniejsze, np. wykorzystanie pracownicze dotyczące cudzoziemców, którym pracodawca zabrał paszport, zmienił ustalone wcześniej warunki zatrudnienia czy nie zapłacił wynagrodzenia. Kolejną grupą naszych klientów są osoby ubiegające się o status uchodźcy. Aktualnie najczęściej zgłaszają się do nas Ukraińcy, którzy nie otrzymali w Polsce ochrony międzynarodowej. Pomagamy im odwołać się od negatywnych decyzji. Coraz częściej zgłaszają się także osoby pokrzywdzone przestępstwami z nienawiści, np. ludzie pobici ze względu na inny niż biały kolor skóry czy cudzoziemscy uczniowie polskich szkół wyzywani przez kolegów z klasy.

Z jakich krajów pochodzą osoby, które szukają u Was pomocy?
Przede wszystkim z Ukrainy, ale też z Białorusi, Rosji, Gruzji czy Czeczenii. Jest sporo ludzi z państw afrykańskich, Wietnamu i z Ameryki Południowej, głównie z Brazylii.

W jaki sposób dowiadują się o Waszym istnieniu?
Współpracujemy z Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim, do którego zgłaszają się cudzoziemcy, by wyrobić kartę pobytu. Współdziałamy też z organizacjami tworzonymi w Polsce przez migrantów i z ośrodkami, w których mieszkają osoby starające się o status uchodźcy. Ale najważniejsze, że cudzoziemcy sami między sobą przekazują sobie informację o tym, że można u nas szukać wsparcia.

Ilu macie klientów?
Od początku roku szukało u nas wsparcia około 5 tys. osób. Każdego dnia zgłasza się do stowarzyszenia kilkudziesięciu ludzi. Do września byliśmy w stanie pomóc każdemu, teraz – z powodu kłopotów finansowych – tylko kilku lub kilkunastu osobom dziennie. Staramy się znaleźć prywatnych sponsorów. Niestety to, co robimy, czyli przeprowadzanie cudzoziemców przez gąszcz polskich przepisów, nie jest specjalnie fotogeniczne i spektakularne, a tego często oczekują darczyńcy.

Ale to chyba daje dużą satysfakcję, kiedy widzicie, że ktoś kompletnie zagubiony w polskiej rzeczywistości dzięki Wam zaczyna sobie tu jakoś radzić?
To bardzo motywuje do pracy. Wiele osób do nas wraca tylko po to, żeby powiedzieć, że mają już kartę pobytu, mogą spokojnie spać i nie boją się deportacji albo że dzięki nam mogły dołączyć do żony czy męża, którzy w naszym kraju przebywają już od dawna. Mówią o tym, jak bardzo potrzebna była im nasza pomoc, jak bardzo doceniają Polskę za to, że ich tak dobrze przyjęła, chcą się jakoś odwdzięczyć.

O niektórych prowadzonych przez Was sprawach dużo mówiło się też w mediach. Tak było np. z historią kirgiskiej rodziny Turanbajewów.
Straż Graniczna wydała opinię, że muszą wracać do swojego kraju, choć z niego uciekli i świetnie zintegrowali się z polskim społeczeństwem. My pisaliśmy kolejne odwołania i wnioski, a koledzy z klasy najstarszego z braci, licealisty Kubana, zrobili akcję poparcia na Facebooku i wysyłali petycje do władz i do Straży Granicznej, by jeszcze raz rozpatrzyła sprawę. Udało się, cała rodzina dostała zgodę na pobyt w Polsce ze względów humanitarnych.

Czy w ciągu kilku ostatnich miesięcy zmienił się nastrój panujący wśród cudzoziemców?
Tak. Cały ten szum medialny związany z uchodźcami nie wpływa dobrze ani na nich, ani na to, co robimy. Kiedy publikujemy w sieci jakiś komentarz albo wypowiadamy się w artykułach prasowych, spotykamy się z falą mowy nienawiści. To naprawdę trudne. Mierzymy się też z ogromną niewiedzą Polaków, a za tą niewiedzą zwykle idzie strach. Zdarza się, że ludzie podważają zasadność naszych działań. Mówią np.: „Tyle jest polskich dzieci, którym należy pomóc, a wy się zajmujecie jakimiś cudzoziemcami!”. Zwykle takiej osobie zadaję pytanie, dlaczego to ona nie zajmie się polskimi dziećmi, skoro dostrzega taką potrzebę. Z drugiej strony zgłasza się do nas coraz więcej ludzi, którzy chcą pracować wolontariacko, bo widzą, że wokół nich dzieją się niepokojące rzeczy.

No właśnie, można zostać u Was wolontariuszem?
Oczywiście, bardzo do tego zachęcamy. Potrzebujemy przede wszystkim osób, które znają języki obce i mogą towarzyszyć cudzoziemcom podczas wizyt w szpitalach, urzędach czy sądzie. Chętnym zapewniamy dodatkowe lekcje, żeby lepiej poznali np. rosyjski medyczny. Wolontariusze stają się nie tylko tłumaczami, ale też zapobiegają różnym problemom związanym z uwarunkowaniami kulturowymi, np. wyjaśniają rejestratorce, że dla Czeczenki trzeba znaleźć lekarza kobietę, a nie mężczyznę. Mamy też sekcję wycieczkową – można spacerować z cudzoziemcami po Warszawie, pokazywać im miasto, opowiadać o naszych zwyczajach, historii. Wymyślamy też akcje międzykulturowe i międzypokoleniowe, które służą przełamywaniu lodów. Ostatnio zorganizowaliśmy np. warsztaty kulinarne dla seniorów z Pragi, na których panie z Czeczenii uczyły ich, jak robić chałwę. To spotkanie dało wszystkim mnóstwo radości. To właśnie dzięki bezpośrednim kontaktom z cudzoziemcami znikają krzywdzące stereotypy. Jak się posłucha historii drugiego człowieka, szybko można dostrzec, że nawet jeśli pochodzi z drugiego końca świata, to więcej nas łączy, niż dzieli.

Kim są wasi wolontariusze?
To przede wszystkim studenci antropologii, prawa, politologii, socjologii, którzy chcieliby pomóc, a przy okazji czegoś się nauczyć. Zgłaszają się też do nas osoby zainteresowane kulturą danego regionu czy kraju, które szukają kontaktu z ludźmi stamtąd pochodzącymi. Wśród naszych wolontariuszy są też cudzoziemcy, którym wcześniej pomogliśmy, np. dziewczyna z Kirgistanu, która jakiś czas temu przyjechała do Polski z rodzicami. Wszyscy ubiegali się o status uchodźcy, nie znali języka, kultury, nie wiedzieli, jak się u nas poruszać. Na początku dostali decyzje negatywne, ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. I ta dziewczyna postanowiła w Polsce studiować prawo, intensywnie uczy się języków i została naszą wolontariuszką. Obudził się w niej hiperaktywizm, marzy o tym, by zostać liderką swojej społeczności w Polsce. Jest przekonana, że wiele może zmienić, a wcześniej nawet nie mieściło jej się w głowie, że można pomagać tak, jak my to robimy.

na początek


Oral Amateure

Street Peeing

black porn