Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Nie dla zysku

O tym, czym jest trzeci sektor, czy można założyć stowarzyszenie poszukiwaczy Atlantydy, a fundację prowadzić po kryjomu, opowiada Monika Chrzczonowicz ze Stowarzyszenia Klon/Jawor

Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Masz przyjaciół – załóż stowarzyszenie, masz pieniądze – załóż fundację. Jest coś w tym powiedzeniu?
Tak, bo pokazuje podstawową różnicę między stowarzyszeniem, które może powstać, gdy zbierze się grupa 15 osób, a fundacją, która nie ma członków, za to powinna dysponować jakimś kapitałem, by – zgodnie ze swoją nazwą – coś komuś móc „fundować”. Oczywiście nie jest tak, że fundacje zakładają osoby, które nie mają przyjaciół. Zawsze warto ich mieć, a szczególnie wtedy, gdy zaczynamy prowadzić jakąkolwiek działalność społeczną.

A ile pieniędzy trzeba mieć, by zarejestrować fundację?
Formalnie nie jest to nigdzie określone. Przyjmuje się, że wystarcza 500-1000 zł, ale ostatnio poznałam studentów, którzy wystartowali z kwotą 200 zł. Oczywiście tak też można zrobić, tylko wtedy nasza fundacja będzie musiała zacząć od pozyskania środków na swoją działalność. A w takiej sytuacji łatwiej jest stowarzyszeniom, bo mają 15 członków założycieli, którzy wpłacają składki i zwykle są gotowi bezpłatnie pracować na rzecz swojej organizacji.

Może dlatego w Polsce jest zarejestrowanych aż 100 tys. stowarzyszeń i tylko 17 tys. fundacji?
Zwykle jest tak, że jakaś grupa ludzi zaczyna się ze sobą spotykać, bo lubią coś razem robić, coś ich kręci, mają podobne zainteresowania, potrzeby albo jakiś cel. To pierwszy krok do tego, by założyli stowarzyszenie. By ten krok wykonać, potrzebna jest jednak chęć współdziałania, współuczestniczenia, współdecydowania i brania za to odpowiedzialności. Tak było np. z chłopakami z Białegostoku, którzy zajmowali się parkourem i w którymś momencie uznali, że chcieliby też promować ten sport, wspierać osoby, które go uprawiają, urządzać bezpłatne warsztaty. Postanowili zmierzyć się z formalnościami i zarejestrowali własną organizację. Ale w podobny sposób mogłoby powstać stowarzyszenie przyjaciół wiosny, skupiające osoby, które szczególnie lubią tę porę roku. Dobrym przykładem organizacji hobbystycznej jest np. stowarzyszenie fanów „Star Trek” – jego członkowie spotykają się na konwentach, rozwijają swoją pasję, dyskutują.

Wymyślając cel działania organizacji, można puścić wodze fantazji?
Jeśli chcemy wspólnie szukać Atlantydy, nikt nam nie zabroni zarejestrować stowarzyszenia, które właśnie tym się będzie zajmować. W przypadku fundacji jest trochę inaczej, bo ustawa mówi o tym, że jej cele muszą być społecznie albo gospodarczo użyteczne. To nakłada większą odpowiedzialność na jej założycieli.

Ale jest też coś takiego jak „organizacja pożytku publicznego”.
I jeśli chcę, by moje stowarzyszenie nią było, muszę trzymać się ram, które wyznacza Ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Są w niej wymienione 33 bardzo szerokie obszary tworzące „sferę zadań publicznych” – począwszy od pomocy społecznej, poprzez działania na rzecz wspólnot i społeczności lokalnych, dzieci i młodzieży, osób niepełnosprawnych, poprzez kulturę i sztukę, edukację, turystykę, prawa człowieka, skończywszy na wspieraniu innych organizacji.

To czym teraz najchętniej zajmują się organizacje pozarządowe?
Po pierwsze sportem. Dobrym przykładem są zakładane przy szkołach przez rodziców i nauczycieli WF-u uczniowskie kluby sportowe, które działają na zasadzie stowarzyszeń i jest ich naprawdę dużo. Są też chętnie wspierane finansowo przez samorządy, które lubią się pochwalić dobrą drużyną piłki nożnej. Ale dużo organizacji zajmuje się też edukacją i kulturą.

Kiedy mówimy o stowarzyszeniach i fundacjach często pojawia się sformułowanie „trzeci sektor”. Co ono oznacza ?
Pierwszy sektor to administracja publiczna, a drugi sektor to biznes. Stowarzyszenia i fundacje należą do trzeciego sektora, który działa na rzecz zmiany społecznej. Tych organizacji nie tworzy państwo, tylko obywatele, a ich celem nie jest zarabianie pieniędzy i osiąganie zysku.

Trzeci sektor możemy rozumieć bardzo szeroko.
Tak, prócz stowarzyszeń i fundacji możemy do niego zaliczyć np. partie polityczne, organizacje kościelne, różnego rodzaju nieformalne inicjatywy, komitety, ruchy miejskie, kooperatywy, koalicje, federacje, grupy samopomocowe, koła gospodyń wiejskich czy kółka łowieckie.

Czasem zamiast „stowarzyszenia i fundacje” mówi się też „organizacje pozarządowe”.
To tłumaczenie angielskiego sformułowania „non-governmental organization” czyli w skrócie NGO. Stąd się wzięła np. nazwa prowadzonego przez Stowarzyszenie Klon/Jawor portalu www.ngo.pl. Określenie „pozarządowe” może wskazywać na pewną opozycję w stosunku do pierwszego sektora, ale trzeba pamiętać, że stowarzyszenia i fundacje nie działają w oderwaniu od administracji publicznej, tylko z nią współpracują. Ważna jest idea pomocniczości, która oznacza, że państwo powinno dawać obywatelom przestrzeń do działania, jeśli sami potrafią się wokół pewnych spraw zorganizować.

Czasem słyszymy też o „organizacjach charytatywnych”. Czy wszystkie stowarzyszenia i fundacje możemy tak nazwać?
Ta nazwa pasuje tylko do tych organizacji, które zajmują się wspieraniem osób w potrzebie, chorych, ubogich, pokrzywdzonych przez los. Na tej zasadzie działa np. akcja „Szlachetna Paczka”, która odwołuje się do naszej szczodrości. Ale np. Fundację Greenpeace, która działa na rzecz ochrony środowiska, trudno nazwać „charytatywną”.

Mówi się też, że stowarzyszenia i fundacje to organizacje non-profit. Czy to znaczy, że nie mogą zarabiać pieniędzy, a wszyscy pracują w nich za darmo?
Organizacje mogą prowadzić działalność gospodarczą, płacą też wynagrodzenia swoim pracownikom, jeśli ich mają. Ale stowarzyszenia czy fundacje nie działają po to, żeby osiągać zyski. To, co zarobią, wykorzystują na realizację swoich celów statutowych. Jeśli organizacja zajmuje się np. edukacją artystyczną, a przy okazji prowadzi kawiarnię, która przyniosła zysk w wysokości 10 tys. zł, to te pieniądze przeznacza na warsztaty plastyczne dla dzieci, a nie na premie dla pracowników. Ale nie wszystkie stowarzyszenia i fundacje prowadzą działalność gospodarczą.

To skąd biorą pieniądze?
Niektóre robią zbiórki publiczne, jak np. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy albo starają się o darowizny od osób prywatnych i firm. Korzystają też ze środków publicznych, tzn. ubiegają się o dotacje np. od ministerstw. Ale granty przyznają też fundacje korporacyjne prowadzone przez duże firmy, które chcą w ten sposób wspierać kulturę czy edukację. Popularne stały się również platformy crowdfundingowe – można opisać swój projekt i zbierać na niego pieniądze wśród internautów.

Wiele osób uważa, że tego, co dzieje się w organizacjach pozarządowych nikt w zasadzie nie kontroluje, a pieniądze płyną przez nie szerokim strumieniem.
A przecież stowarzyszenia i fundacje mają osobowość prawną i nie działają w oderwaniu od rzeczywistości. Są przepisy, których wszyscy muszą przestrzegać – trzeba płacić podatki, ZUS, księgować przychody i wydatki, ze wszystkiego się rozliczać. Nie może być tak, że my sobie prowadzimy fundację gdzieś tam po kryjomu w piwnicy i nikt o tym nie wie. Jak mamy zarejestrowaną organizację, musimy co roku składać sprawozdanie finansowe w urzędzie skarbowym, który w dowolnej chwili może nas też skontrolować. Są takie fundacje czy stowarzyszenia, które mają naprawdę imponujące budżety, bo realizują bardzo duże projekty, ale to nie oznacza, że robią z pieniędzmi co chcą.

A czy w takim razie formalności związane z założeniem stowarzyszenia i fundacji, a potem z ich prowadzeniem, sprawiają, że dużo osób rezygnuje w pół drogi?
Nie mamy najprostszych procedur, śmieję się, że jako doradczyni zawsze będę miała pracę. Na szczęście od maja 2016 r. niektóre przepisy się uproszczą, np. stowarzyszenie będzie mogło założyć nie 15, a 7 osób, skróci się też czas oczekiwania na rejestrację. Ale kluczem do sukcesu nadal pozostanie porządne przemyślenie tego, na czym naprawdę nam zależy i czym się chcemy zajmować. Nie warto do statutu wrzucać wszystkiego – od badania kultury kulinarnej różnych narodów, przez ochronę środowiska, po walkę o prawa człowieka, jak robią niektórzy. A czasem dobrze po prostu na początku swojej drogi przyłączyć się na jakiś czas do już istniejącego stowarzyszenia czy fundacji. Ja tak zrobiłam, gdy kilka lat temu z przyjaciółmi organizowaliśmy przejazd na rolkach przez nasze miasto. Lokalne stowarzyszenie pomogło nam nagłośnić to wydarzenie, wydrukowało plakaty, dało swoje logo. Wtedy jeszcze nie było Facebooka, więc tego rodzaju wsparcie było nam niezwykle potrzebne. Wszystko poszło super, impreza bardzo zintegrowała lokalną społeczność. Przyjechali nawet freestylowcy z Warszawy, którzy zrobili świetny pokaz. I – co ciekawe – oni zresztą też w końcu założyli swoją organizację.

na początek


Oral Amateure

Street Peeing

black porn