Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Gdzie tam ja?

O tym, czego nie wiemy o organizacjach pozarządowych i dlaczego uważamy wolontariuszy za herosów nie z tego świata, opowiada Piotr Adamiak, socjolog ze Stowarzyszenia Klon/Jawor

Rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Według najnowszych danych w Polsce jest zarejestrowanych ponad 100 tys. organizacji pozarządowych, a 40 proc. Polaków sformułowanie „organizacja pozarządowa” z niczym się nie kojarzy. Jak to możliwe?
Ta nazwa nie jest używana w mediach. Słyszymy i czytamy głównie o „fundacjach”, nieco rzadziej o „stowarzyszeniach”. Najczęściej zresztą w związku ze zbieraniem przez nie pieniędzy dla osób potrzebujących. Ale jestem przekonany, że większość z nas styka się z organizacjami pozarządowymi na co dzień, choć często nie jesteśmy tego świadomi. Uczestniczymy w bezpłatnych festynach, wycieczkach czy zajęciach sportowych, ale nie bardzo nas interesuje, kto to wszystko wymyśla i realizuje. No a stowarzyszenia i fundacje za rzadko mówią o tym, co robią, nie chwalą się i nie informują wszem i wobec o swoich sukcesach.

Dlatego też większość z nas uważa, że celem organizacji pozarządowych jest „pomaganie chorym i potrzebującym”?
Rzeczywiście, sądzi tak aż 79 proc. Polaków. A przecież tylko 6 proc. stowarzyszeń i fundacji zajmuje się usługami socjalnymi i pomocą społeczną! Tyle, że to one mają największą siłę przebicia i są najczęściej obecne w mediach. To np. duże fundacje powiązane ze stacjami telewizyjnymi czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tymczasem zdecydowana większość organizacji zajmuje się sportem, kulturą i edukacją.

Wiele osób sądzi również, że organizacja społeczna nie powinna działać na rzecz swoich członków.
A przecież istnieją i dobrze sobie radzą organizacje hobbystyczne i nie warto deprecjonować ich znaczenia. Czy jest coś złego w tym, że skrzykuje się grupa 15-20 znajomych, którzy zakładają stowarzyszenie i robią coś dla siebie, np. urządzają rajdy rowerowe? Zresztą wiele z takich organizacji z biegiem lat otwiera się na zewnątrz, zaczyna działać również na rzecz społeczności lokalnej.

Polacy uważają też, że w stowarzyszeniach i fundacjach często dochodzi do nadużyć i prywaty. Skąd to przekonanie?
Nigdy nie było z tym dobrze, a w 2014 r. nastąpiło tąpnięcie i zaczęliśmy jeszcze gorzej oceniać uczciwość i skuteczność organizacji pozarządowych. Dodatkowo 44 proc. Polaków twierdzi, że marnują one część pieniędzy, które dostają. Dlaczego ludzie tak myślą? W ubiegłym roku wokół Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zrobił się szum medialny – niektórzy zaciekle atakowali Jurka Owsiaka, inni go bronili. Media informowały też o nieprawidłowościach w fundacji KidProtect.pl i o błędach w działalności Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś”. To niestety mocno wpłynęło na wizerunek całego sektora. I druga sprawa – organizacje zwykle mówią tylko o swoich potrzebach i dociera do nas komunikat: „Zbieramy pieniądze, żeby komuś pomóc”, a rzadko słyszymy: „Hej! Zobaczcie co się udało zrobić! Wasze pieniądze i wasza praca nie poszły na marne!”.

Właśnie, bo w tym wszystkim nie chodzi tylko o przekazywanie pieniędzy na konto organizacji, ale też o bezpłatną pracę na rzecz innych, czyli wolontariat.
Z badań wynika, że aktywna społecznie jest jedna trzecia Polaków. W wolontariat „formalny”, czyli działanie w ramach organizacji pozarządowych, angażuje się ok. 18 proc. naszego społeczeństwa. Ale coraz popularniejsze są ruchy nieformalne, np. zbierają się sąsiedzi i robią coś na rzecz swojego osiedla, choćby budują plac zabaw. I to też jest działalność społeczna. W takie akcje włącza się ok. 27 proc. Polaków. W porównaniu z innymi krajami nie mamy się niestety czym pochwalić.

Dlaczego niechętnie angażujemy się w działalność społeczną?
Kiedy podczas badań pytaliśmy o to ludzi, najczęściej odpowiadali: „Nie mam czasu” albo: „Muszę zadbać o siebie i swoich bliskich”. A przecież w wolontariat można się zaangażować razem z kumplami, ze znajomymi czy z rodziną. Po drugie – powodem bierności bywa nasza niewiedza i nieporadność. Ludzie mówili nam np., że nikt ich o to nie poprosił. Niektórzy dodawali też, że są już na to za starzy.

Przy tym wiele osób idealizuje wolontariat i uważa, że to wielka odpowiedzialność, także zobowiązanie moralne, zajęcie dla osób „z powołaniem”, jak twierdzi 81 proc. Polaków i Polek. W oczach badanych wolontariusz to ktoś – zacytuję Pana raport – „wewnętrznie uporządkowany, zorganizowany, energiczny i skromny ale także posiadający inne, rzadko spotykane cechy oraz wybitną postawę moralną”.
Wolontariat kojarzymy głównie z pomocą w szpitalu, hospicjum czy schronisku dla zwierząt. A to się wydaje niezwykle trudne i obciążające psychicznie, bo wymaga kontaktu z cierpieniem, z problemami innych ludzi. Ktoś, kto się tak poświęca, musi być herosem, kimś „nie z tego świata”. Mówimy sobie: „Gdzie tam ja? Ja nie dam rady”. To oczywiście myślenie trochę ucieczkowe, próba usprawiedliwienia swojej bierności. Pamiętam wypowiedź jednego z badanych, który bał się, że jeśli zaangażuje się w wolontariat „trudno będzie się z tego potem wykręcić”. Bo wolontariat jest postrzegany jako moralne zobowiązanie, długotrwałe, wymagające systematyczności i regularności. Dlatego tak ważne jest, by pokazywać, że wolontariat ma mnóstwo różnych wymiarów. Ja np. należę do Studenckiego Klubu Górskiego, choć studia skończyłem dawno temu. Jest to stowarzyszenie, które organizuje kursy dla przewodników. Polegają na tym, że co tydzień inny instruktor wyjeżdża z ekipą ludzi na weekend w góry i wszystkiego ich uczy. W takim wypadzie bierze się udział raz albo dwa razy w roku. To czysta przyjemność. Ale jest to też aktywność społeczna, ponieważ polega na działaniu za darmo, na rzecz innych.

Zacytuję jeszcze jednego z uczestników badań: „Jeśli starsza młodzież idzie opiekować się starymi i chorymi – to muszą mieć z tego jakąś korzyść”. W domyśle – musi być w tym coś nieuczciwego.
Jeszcze w czasach studenckich czytałem artykuł o amoralnym familizmie. To taki syndrom typowy dla lat 80., który jednak w niektórych z nas ciągle jeszcze siedzi. Wiąże się z przekonaniem, że można wiele zrobić dla osób najbliższych, dla krewnych i znajomych, ale wyjście poza tę grupę i działanie na rzecz innych to coś wręcz niewłaściwego. Dlatego – szczególnie starszym osobom – trudno zrozumieć, że można bezinteresownie komuś pomagać. To dziedzictwo PRL-u.

Z jednej strony podejrzewa się wolontariuszy o interesowność, z drugiej – o to, że działają społecznie, bo uciekają przed swoimi problemami, brakiem życia towarzyskiego i pasji.
Nas też zaskoczyły wypowiedzi typu: „Ma czas, więc pewnie jest samotny i sobie to rekompensuje”. To łatwe wytłumaczenie dla własnej bierności, bo oznacza: „Ja za to jestem fajny, mam rodzinę, przyjaciół, więc nie mam czasu na wolontariat”.

Kto w takim razie najczęściej angażuje się w wolontariat?
Wydawało nam się, że najmłodsi, ale badania tego nie potwierdziły. Wynika z nich natomiast, że im mamy wyższe wykształcenie i dochody, tym częściej robimy coś na rzecz innych. Nasz wiek, miejsce zamieszkania czy płeć nie mają tu znaczenia.

A dlaczego działamy społecznie?
Kluczową rolę grają korzyści natury psychologicznej, a więc to, że możemy się dzięki temu poczuć lepszymi ludźmi. Istotne jest też uwewnętrznione przekonanie, że po prostu należy pomagać innym. Są też powody społeczne – chęć zyskania sympatii czy szacunku. Myślimy sobie również: „Jeśli ja komuś teraz pomogę, być może ktoś kiedyś pomoże mi”. A czasami działamy społecznie, bo robią tak ludzie z naszego otoczenia albo dlatego, że nie potrafimy odmawiać. Ale ważne są również bezpośrednie korzyści, np. w szkołach dostaje się punkty za wolontariat, a dla studentów zdobycie w ramach wolontariatu doświadczenia i nowych umiejętności może być początkiem kariery zawodowej. I nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie – warto te korzyści podkreślać, bo to mobilizuje ludzi do działania.

Wolontariuszy będzie przybywać?
Najważniejsze jest budowanie wzajemnego zaufania – jeśli nie będziemy ufać innym ludziom, nie będziemy chcieli im pomagać. Przed nami długa droga. Ale jestem głęboko przekonany, że coraz więcej osób będzie działać społecznie, choć niekoniecznie w ramach formalnego wolontariatu, raczej spontanicznie, ze znajomymi, po to, żeby zrobić coś dobrego dla najbliższej okolicy.

Jak Polacy i Polki postrzegają organizacje pozarządowe?

  • 79 proc. uważa, że zajmują się one pomocą ludziom ubogim, bezdomnym, niepełnosprawnym i chorym
  • 42 proc. deklaruje, że w ciągu ostatniego roku nie zetknęła się z ich działaniami
  • 56 proc. ufa fundacjom, 50 proc. ufa stowarzyszeniom

Źródło: Raport Piotra Adamiaka „Wizerunek organizacji pozarządowych”, Stowarzyszenie Klon/Jawor, Warszawa 2015

na początek


Oral Amateure

Street Peeing

black porn