Podziel się Wykop Zaćwierkaj

Adwokaci natury

Nie usłyszycie tu pogadanki o tym, że w czasie mycia zębów trzeba zakręcać kran, ale zrozumiecie, dlaczego warto zostać miejskim ogrodnikiem, poleżeć na łące i myśleć nie tylko o sobie. Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła” od ponad 20 lat uczy, że każdy może sprawić, by nasza planeta stała się trochę lepszym miejscem do życia

Tekst: Anna Błaszkiewicz

Zaczęło się ponad 20 lat temu w ośrodku edukacyjnym prowadzonym przez łódzkie Stowarzyszenie Tęczowa Rodzina. Przychodzili tu głównie młodzi ludzie, wśród nich była też licealistka Gosia Świderek. – W którymś momencie założyciele tej organizacji zajęli się czymś nowym, a my – zostawieni sami sobie – postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce – opowiada Gosia. Tak powstał Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”, który początkowo był przede wszystkim fajnym miejscem, do którego przychodziło się po południu na spotkania ze znajomymi. Niektórzy interesowali się walką o prawa zwierząt, inni – ekologicznym transportem, część chciała robić happeningi. I stopniowo te grupy zaczęły zakładać własne organizacje. – Niektóre z nich, np. Instytut Spraw Obywatelskich INSPRO, do dziś świetnie sobie radzą. Ja zostałam w „Źródłach” i od tamtego czasu zajmuję się szeroko rozumianą edukacją ekologiczną, globalną i obywatelską – opowiada Gosia, która jest tu też teraz prezeską. Stowarzyszenie ma siedzibę w Łodzi i trzy oddziały terenowe – w Warszawie, Katowicach i Krakowie. Współpracuje z kilkudziesięcioma trenerami z całej Polski, a osoby, które brały udział w warsztatach i szkoleniach prowadzonych przez „Źródła”, można liczyć w tysiącach.

Bajka o wycinaniu drzew
Mamy w Łodzi przy ulicy Zielonej fajną salę, codziennie pracuję w niej z dwiema lub trzema grupami. Tylko dziś spotkam się w sumie z ponad 60 osobami – mówi Karolina Baranowska, wiceprezeska organizacji. Zajęcia, które prowadzi, to nie nudne pogadanki o tym, że należy zakręcać kran, gdy myje się zęby. – Na dzisiejszych warsztatach dzieci podzielone na mniejsze grupy tworzyły jesienną oś czasu, czyli swoją własną wizję tego, jak między wrześniem a listopadem zmienia się przyroda, jak natura się wycisza i dąży do zimy. Malowały, naklejały liście, powstały wspaniałe, unikalne prace – opowiada Karolina. Całemu zespołowi zależy na tym, by przekazywać wiedzę w sposób niesztampowy i aktywizować uczestników. Kiedy zaczynali kilkanaście lat temu, to była zupełna nowość. Dlatego od samego początku dzielili się swoimi pomysłami, udostępniali opracowane przez siebie scenariusze i szkolili trenerów, którzy chcieliby sięgać po ich metody. I ciągle wymyślają coś nowego. – Teraz będziemy zachęcać, by na zajęciach z dziećmi w wieku 5-10 lat wykorzystywać japoński teatrzyk kamishibai i w ten sposób opowiadać im o globalnych współzależnościach i o wyzwaniach współczesnego świata. Dlatego poprosiliśmy literatów o napisanie bajek o dostępie do edukacji, wody i o wycinaniu lasów, a ilustratorzy zrobili do nich obrazki – opowiada Gosia Świderek. Najważniejsze jest to, by uczestnicy zajęć sami dochodzili do pewnych wniosków. Temu służą np. warsztaty, na których pracują z wielką mapą. Muszą ustalić, ilu ludzi mieszka na danym kontynencie i umieścić na niej także znaki symbolizujące dostęp do żywności. Ponieważ bazują na stereotypach, to zadanie wzbudza wiele emocji, a efekt jest zaskakujący i zapada w pamięć. „Źródła” robią więc to, z czym nauczyciele nie do końca sobie radzą. – Bywa, że olimpiady ekologiczne polegają na organizowaniu slalomów między śmieciami, a szkoła chwali się, że jej najważniejsze działania w obszarze ekologii to pokaz mody śmieciowej i konkurs śmieciosztuki – mówi Gosia.

Dlaczego topnieją lodowce?
Wiele osób, które wzięły udział w szkoleniach trenerskich prowadzonych przez „Źródła”, wiąże się z tą organizacja na dłużej. – Spotykają się u nas ludzie, którzy w podobny sposób patrzą na świat. Mogą tu pogadać o tym, co interesuje i porusza tylko nasze środowisko. Dzięki nim mamy poczucie ciągłości, o które niełatwo w organizacjach żyjących od grantu do grantu. I to nasza wielka siła – mówi Marta Karbowiak, która trzy lata temu przyszła do „Źródeł” na szkolenia, a teraz koordynuje projekty edukacji globalnej. – Ekologia wielu osobom kojarzy się tylko z segregowaniem śmieci i zbieraniem plastikowych nakrętek. Przez lata ten temat był spłycany, więc my staramy się pokazywać, że warto podchodzić do niego bardziej całościowo i na różne sposoby dbać o to, by nasza planeta stała się trochę lepszym miejscem do życia – mówi Marta. A Karolina Baranowska dodaje, że to sprawa osobiście ważna dla wszystkich członków zespołu. Gdyby sami nie dawali dobrego przykładu, ich przekaz nie byłby wiarygodny. A przecież nie chodzi im tylko o dostarczanie wiedzy, ale też o kształtowanie postaw. Czy to się udaje? – Mam takie grupy, które przychodzą na moje zajęcia bardzo regularnie, np. raz w miesiącu przez trzy lata. Wtedy widzę wyraźnie, jak zmieniają się ich codzienne zachowania – mówi Karolina. Ale nawet jednorazowe, kilkugodzinne zajęcia, na które zapraszani są nauczyciele, często sprawiają, że zaczynają oni inaczej na pewne sprawy patrzeć. Dotyczy to szczególnie edukacji globalnej. – Media o tych kwestiach mówią bardzo wycinkowo, a my staramy się je pokazywać w szerszym kontekście. By dostrzec sieć współzależności, wystarczy porozmawiać choćby o tym, jaki jest związek topnienia lodowców z tym, że ktoś codziennie jeździ do pracy samochodem – mówi Marta. W tym kontekście ważne jest dla niej także oswajanie dzieci z różnorodnością świata, szczególnie teraz, gdy tak gorący stał się temat uchodźców. – Edukacja globalna to przecież i sprawa zmian klimatycznych, i prawa człowieka, i prawo do edukacji, i dostęp do żywności czy wody. Wierzymy, że można o tym opowiadać w sposób zrozumiały nawet dla najmłodszych. Tym bardziej, że nie chodzi przecież o dostarczanie im książkowej wiedzy, ale o budzenie empatii, wrażliwości i pokazywanie, że nie warto myśleć egoistycznie i dbać tylko o to, by nam było dobrze – mówi Marta.

Biegać po lesie, leżeć na łące
Prócz edukacji globalnej, oczkiem w głowie Marty są teraz tereny zielone w miastach i miejska polityka ekologiczna oraz bezdomne zwierzęta. A dla Gosi Świderek bardzo istotna jest edukacja terenowa, którą „Źródła” zajmują się już od dawna, organizując np. Bardzo Zielone Szkoły, czyli kilkudniowe wycieczki z intensywnym programem ekologicznym. – Coraz lepiej rozumiemy, że nauczenie dzieci rozpoznawania gatunków roślin jest mniej istotne, niż sprawienie, by się czuły bezpiecznie, kiedy leżą na łące, by lubiły chodzić po lesie, by rozumiały, jaką wartość ma poznawanie przyrody wszystkimi zmysłami – mówi Gosia. – Kiedyś dzieciaki miały kontakt z naturą choćby przez to, że szalały na podwórku upaćkane błotem. Teraz rodzice nie spuszczają ich z oka, a w pogotowiu zawsze mają chusteczki nawilżane. Słyszałam nawet, jak ktoś mówił, że biegać po lesie to każdy głupi potrafi, więc jego dziecko nie będzie takich rzeczy robiło. Chcemy odwrócić ten trend, pokazać, jaką wartość ma to bieganie po lesie – dodaje Marta.
Co im daje praca w takim miejscu jak „Źródła”? – My się pasjonujemy tym, co robimy. Wciąż się rozwijamy, uczymy nowych rzeczy. To bardzo wyświechtane sformułowanie, ale czujemy, że to wszystko ma sens, bo wynika z naszych doświadczeń, przekonań, z osobistego, silnego związku z przyrodą. Jesteśmy adwokatami natury, wypowiadamy się w jej imieniu, bo ona nikogo prócz nas nie ma – mówi Marta. I przyznaje, że o wielu sprawach nie potrafią mówić na chłodno, bo są dla nich niezwykle istotne, a dla większości ludzi zupełnie abstrakcyjne. – Na poziomie segregowania śmieci jakoś się dogadujemy, ale kiedy wspominamy o ochronie lasów deszczowych czy nawet Puszczy Białowieskiej, zaczynamy być postrzegani jako szaleni ekoterroryści, którzy za chwilę pewnie się przykują do jakiegoś drzewa. Dlatego tak duży nacisk kładziemy na zdobywanie fachowej wiedzy. Dzięki temu w kryzysowych momentach możemy pokazać, że jesteśmy przede wszystkim ekspertami i nawet jak działamy pod wpływem emocji, to one wynikają z tego, że dokładnie wiemy, jakie zagrożenia wiążą się z dewastacją środowiska – mówi Marta. A Gosia przypomina szkolenie z psychologiem, w którym wziął udział ich zespół trenerski. – Kiedy prowadząca poprosiła, żebyśmy się zastanowili, dlaczego się tym zajmujemy, każdy z nas powiedział, że to po prostu niezwykle ważne. I choć nasza praca bywa na co dzień trudna i wyczerpująca, to daje nam też satysfakcję i poczucie spełnienia. Ja nie zamieniłabym jej na żadną inną i tylko w rzadkich chwilach słabości mówię, że wolałabym mieć etat w muzeum albo bibliotece – śmieje się Gosia.

na początek